|
Wpisał Administrator
|
|
Środa, 29. Kwiecień 2009 21:35 |
|
Hipotetyczna sytuacja - dostajemy spadek po wujku z Ameryki. Wujek miał posiadłości i konto w USA, ale także nieruchomości na terenie Polski. Dokumenty od amerykańskiego notariusza otrzymujemy oczywiscie w języku angielskim. Aby stać się prawowitymi właścicielami na terenia naszego kraju musimy mieć przetłumaczone urzędowe pismo. Jeżeli mieszkamy na przykład w Gdyni, najprosciej jest wejść do internetu i wpisać w wyszukiwarce hasło: tłumacz przysięgły Gdynia. Wyświetli nam się wtedy lista biur translatorskich, które oferują takie usługi. Jednym z nich jest Interlang. Dalsze działania są prozaicznie proste - udajemy się do tłumacza, przedstawiamy stosowny dokument i za kilka dni możemy zacząć procedurę przejmowania majątku po wujku. Rzecz jasna, że rola tłumacza przysięgłego nie kończy się na przekładach tylko pism spadkowych. Większość tłumaczeń, to sprawy biznesowe. W dobie naszego uczestniczenia w globalnej gospodarce, rola dokładnego przełożenia jest niebywale istotna. Czasami przysłowiowy przecinek może stanowić o fiasku jakiegoś przedsięwzięcia lub utraty fortuny. Nie warto zatem samodzielnie (chyba, że jesteśmy zaawansowanymi lingwistami) zabierać się za tłumaczenie. Najśmieszniej wyglądają teksty "przetrawione" prze automatyczne programy komputerowe. Nie czepiam się nawet gramatyki, ale nasz język jest bardzo bogaty w idiomy, więc czasami końcowy rezultat zupełnie odbiega od oryginału. I jest bardziej skomplikownu do zrozumienia, niż niejeden rebus.
|
|
LAST_UPDATED2 |